Strony

środa, 27 stycznia 2016

Anoreksja

Witajcie Kochane Motylki !

Nawet nie będę tłumaczyć mojej długiej nieobecności. Zawiodłam po całej linii.
Dużo się działo w moim życiu przez ten czas. Dziś przychodzę do was aby opublikować wam moje dzieło na temat anoreksji które zajęło pierwsze miejsce w konkursie ogólnopolskim.  Dedykuję moją pracę wam. Wszystkim moim czytelnikom. Gdyby nie ten blog nigdy by ono nie powstało.
Wracam do was nową siłą i zapałem. Zapraszam was do przeczytania i komentowania.

            „ Kolega przyjaciel czy wróg ”

    Pewnego dnia gdzieś o niej usłyszałam... Coraz częściej pojawiała się w telewizji.  Można by powiedzieć, że na przestrzeni lat zyskiwała popularność. Postanowiłam ją poznać. Siedziałam wtedy wieczorem w moim pokoju. W pomieszczeniu panował półmrok. Przeglądając Internet jako pierwsza do niej napisałam. Ana nie pozwoliła mi długo czekać na swoją  odpowiedź.
Od samego początku nasza znajomość stała się ulgą od codziennych zmartwień i problemów.
Wtedy zawsze mogłam na nią liczyć: kłótnia z mamą, zły dzień w szkole, - Ana była przy mnie.
Na otarcie łez radziła więcej poćwiczyć lub nie zjeść kolacji. Czasami po prostu nie dawałam rady już zrobić kolejnej serii brzuszków. Wtedy Ana była na mnie śmiertelnie obrażona, a mi było tak wstyd, że ją zawiodłam. Chciałam jej pokazać, że jednak cały czas jest dla mnie ważna. Przestawałam zupełnie jeść, ćwiczyłam do upadłego. Po jakimś czasie mojego katowania się jej złość mijała i szeptała mi do ucha :
- Nie bój się, już nigdy cię nie opuszczę, zawsze będę przy tobie.
     Z dnia na dzień byłam do niej coraz bardziej przywiązana. Ana jednak była zazdrosna o moich  znajomych dlatego spędzałam z nimi  coraz mniej czasu. Liczyła się tylko ona. Ona w przeciwieństwie do nich jako jedyna mnie rozumiała. Była wymagająca. Nigdy nie byłam dla niej idelana, ale ona dla mnie  zawsze była wzorem. Codziennie mnie motywowała. Gdy nieśmiało żaliłam się jej, że jest mi zimno ona zapewniała :
- Mnie też, nie przejmuj się, tak ma być.
Czasem też prosiła bym oddała jej kanapkę czy obiad bo jest bardzo głodna. Oczywiście ja też byłam ale jak mogłam odmówić tak wspaniałej przyjaciółce. Pakowałam wtedy to jedzenie do czegokolwiek co miałam pod ręką i chowałam do dobrze nam obu znanych kryjówek. Wiedziałam, że jest nieśmiała i zje to jak już będę spała. Gdy zamykałam oczy mówiła cichutko swoim krystalicznym głosikiem, niczym moja dobra wróżka:
- Dziękuję. Pamiętaj wszystko to dla twojego dobra.
Zawsze wtedy mimowolnie delikatnie się uśmiechałam. Była moją przyjaciółką ale czy ja byłam jej?
Dużo osób próbowało przeszkodzić naszej znajomści. Cała rodzina mówiła, że to nie jest odpowiednie towarzystwo dla mnie. Mama ze łzami w oczach błagała bym zerwała z nią kontakty. Nie przejmowałam się tym. Byłam uzależniona od jej pięknego, kościstego ciała, od jej prawie że przejzroczystej skóry, od jej  zawsze smutnych, szarych oczu. Gdy byłam już zmuszona cokolwiek zjeść wpadałam w histerię, że gdy to zrobie ona mnie zostawi. Ana jednak chwytała moją wychudłą rękę i brała na długi spacer. Szłyśmy w milczeniu przez uśpiony park, pokryty śniegową pierzyną.
 Pewnego dnia mama zaczęła się źle czuć. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Gdy jej wzrok padał na moje wystące kości lub wklęsłe i  podkrążone oczy słabła jeszcze bardziej.
Wtedy do mnie dotarło... przez cały czas moja przyjaźń z Aną była dla niej trucizną, była trucizną dla wszystkich którzy mnie otaczalia jedynym lekarstwem na nią było zerwanie tej znajomości.
Postanowiłam porozmawiać z nią. Ana wpadała w szał. Szantarzowała mnie, groziła:
- Albo będziesz idealna ze mną albo brzydka i gruba z nią. - krzyczała.
 Każde jej słowo zadawało mi ogromny ból.  Między dwoma najlepszymi przyjaciókami doszło do wojny. Walczyłam z nią, walczyłam o mamę. Starałam się ze wszystkich sił jakie mi pozostały.
- Nigdy już się mnie nie pozbędziesz. - syczała do mojego ucha każdej nocy.
Moja rodzicielka widząc jak się staram czuła się już znacznie lepiej lecz ze mną było coraz gorzej. Katowałam swój organizm i psychikę. Cały czas w głowie miałam Anę. Doszło do tego, że nic nie docierało do mnie oprócz jej krzyków i gróźb.
Wtedy mama zadecydowała, że potrzebna mi jest specialistyczna pomoc...myliła się. Po każdej wizycie u psychiatrów było gorzej...jeśli w ogóle było to jeszcze możliwe.
Nikłam w oczach...Lecz pewnego dnia niczym grom z jasnego  nieba doszło do mnie, że to już nie jest walka o przyjaźni czy o mamę to walka o moje życie.
  Dla wszystkich stało się to niesamowite, ale po prostu powiedziałam mojej dawnej przyjaciółce, uzależnieniu, ikonie :
- Nie.
Ana zaskoczona moim niespodziewanym zachowaniem odeszła, ale czy na zawsze ? Tego nie wie nikt. Jednak JA jestem i nie zamierzam odchodzić.

Tekst jest objęty prawami autorskimi.



Jeśli potrzebujesz pomocy napisz do mnie, nie bój się wiem co czujesz.nulaw@wp.pl
ZAGUBIONA- trzymaj się ciepło.

1 komentarz: